PlayerMp3

wtorek, 2 sierpnia 2016

~Rozdział 1~

"Kłóćcie się, ile chcecie , niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody"-

Papież Franciszek

Lekko przymrużone oczy. Zapach wanilii i kurczaka który leniwie rozpostarł swoje nagie skrzydła w klatce rozgrzanego piekarnika ,  przytłoczyły Meg. Jeszcze kręciło jej się w głowie od wbiegania po schodach.
Miała wrażenie że czuje wszystkie zapachy i widzi wszystkie kolory nie tylko przez zielone soczewki. Wszystko co ją otaczało czuła sercem, które jak barwny ptak rwało się na wolność.
-Hej mamo! - rzuciła i nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę łazienki. 
Szybki prysznic pozwolił jej znów przywrócić trzeźwość umysłu. Nogi miała jak z waty i ledwo się na nich trzymała. Żałowała że nie może wciągnąć fotela pod prysznic.Mimo wszystko niczego nie żałowała. Potrzebowała chwili tylko dla siebie.
Stado kruków odleciało. Nie na długo, tego była pewna.


Z łazienki ledwo doczołgała się do łóżka. Poczuła się nagle bardzo zmęczona. ''Spadek kondycji" - pomyślała i uchyliła okno. Stała chwilę przy nim ubrana tylko w szlafrok w stokrotki i wdychała ciepłe powietrze pachnące błotem, trawą i latem.
Wszystkie ubrania w szafie wyglądały bardzo podobnie. Wszystkie w odcieniach brudnej zieleni, szaroście, czarne i niebieskie. Zdecydowała się w końcu na szary podkoszulek i rozciągnięte dresy które dostała po kuzynie.

Gdyby mogła najchętniej nie ruszałaby się ze swojego pokoju. Dokuczliwy skurcz żołądka jednak dawał o sobie znać i jeśli dziewczyna nie zje obiadu będzie musiała wysłuchać wykładu o zdrowym odżywianiu i potrzebach żywieniowych nastolatków.  Po raz 10- ty w tym miesiącu . Zbiegła po schodach na parter.
- Znowu jemy same ? - pytanie wypłynęło, ale odpowiedzi ze strony mamy nie było. Jak grochem o ścianę. Otoczyła się murem od kiedy Ojciec się wyprowadził. Z dnia na dzień znikł. Nie dawało jej to spokoju.
- Idę umyć ręce mamo. - rzuciła
- Dobrze - odezwała się cicho. Chyba w ogóle nie miała dziś humoru. Nie będzie jej męczyć.

Łazienka była malutka w porównaniu z resztą domu.
Białe kafelki z kwiecistym wzorem były dopełnieniem do kasztanowych szafek. Była urządzona w taki dziecinny dla Meg sposób.
Brakowało tylko koronek i konika na biegunach a czuła by się jak w starym domu babci. Ah i jeszcze porcelanowe kurczaczki. Te ich czarne ślepia bez wyrazu były okropne. Dobrze że Babcia trzymała je tylko w kuchni a nie w łazience.
Czasami Meg brakowało babci. Były to momenty w zimne listopadowe noce i przyprószone szronem grudniowe poranki kiedy to jak była mała zanosiła babci termos z gorącą różaną herbatą i wracała do domu z ciepłymi jeszcze ciastkami. Doskwierała jej samotność po śmierci tak bliskiej jej osoby. Meg tonęła wtedy w upodobaniu do chłodnych jeszcze marcowych popołudni,  do samotnych wieczorów i nie miała ochoty wypływać na powierzchnię. Rzeczywistość w której okrucieństwo było jak tlen. Nie mogła sobie pozwolić oddychać tym samym powietrzem co inni. 

-Meg obiad! - zawołała mama. Wyrwało to dziewczynę z zamyślenia. Wytarła mokre ręce i wróciła do kuchni. Obie jadły w milczeniu, słychać było tylko stukot sztućców o talerze. Kurczak był pyszny. Pieczony w pomarańczach i sosie domowej roboty. Meg widziała że mama się starała. Wzruszyło ją to do głębi. Obie wciąż cierpiały. Mama straciła męża, Meg ojca, jednak nigdy jeszcze o tym nie rozmawiały. Obie brały całą winę na siebie.
- Bardzo dobry ten kurczak. - uśmiechnęła się blado do kobiety siedzącej naprzeciwko
- Dziękuję - mama odwzajemniła uśmiech, ale był to zaledwie cień uśmiechu. 
- Byłaś dziś u psychologa ?
- Tak - odpowiedziała niechętnie.
- I jak było? - Meg bała się zadawać pytania. Nie chciałaby mama zamknęła się w sobie.
- Dobrze - rzuciła i zajęła się na powrót jedzeniem. Rozmowa z nią była naprawdę trudna.
- Cieszę się - dziewczyna starała się uśmiechnąć. Miała już dość. Dość udawania.

Po obiedzie zmyła naczynia i posprzątała w kuchni. Mama zamknęła się w swoim gabinecie, a Meg gdy tylko znalazła się u siebie w pokoju, padła na łóżko a jej ciałem wstrząsnął szloch. Była tak okropnie zmęczona. Łzy wielkie jak groch nie przestawały płynąć. Nie pamiętała kiedy zasnęła, ale spała snem bez snów. Powoli nastawał nowy dzień...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz